KONCESJE DLA TELEWIZJI - OBYWATELSKI PROJEKT USTAWY ZAMIAST PARTYJNEGO PIENIACTWA

Niedogodnością polskiego życia publicznego jest tendencja do politykierstwa w miejsce merytorycznego rozwiązywania problemów. Każda sprawa jest postrzegana przez bardzo wielu polityków nie przez pryzmat możliwości zrobienia czegoś konkretnego, ale możliwości użycia jej jako broni w doraźnych rozgrywkach.

Znakomitym przykładem są obecne spory o decyzje KRRiT dotyczące przydziału częstotliwości na tzw. multipleksach. Gdy słyszę kolegów, którzy poświęcają całą aktywność na postawienie Jana Dworaka przed Trybunałem Stanu, czy przez kilka tygodni spotykają się na posiedzeniach komisji, by wyprodukować jakąś rezolucję, zastanawiam się, czy naprawdę im chodzi o jakość polskich mediów.

Sposób przydzielania koncesji regulują przepisy ustawy o radiofonii i telewizji z 29 grudnia 1992 roku i rozporządzenia KRRiT z 4 stycznia 2007 roku. Można oczywiście koncentrować się nad tym, czy Jan Dworak i KRRiT wykonali je w dobrej, czy złej wierze. Co jednak tak naprawdę przyjdzie na po tym, iż po wielu miesiącach dowiedziemy nawet tendencyjności postępowań tego organu? Do tego czasu według dotychczasowych zasad odbędzie się konkurs na kolejny multipleks i dalej będzie można krzyczeć, że dzieje się niegodziwość. Być może komuś taki sposób istnienia w polityce wystarcza.

Jeżeli jednak chodziłoby nam o to, by nieprawidłowości naprawić, trzeba zrobić coś zupełnie innego. Należy zmienić obowiązujące przepisy tak, by KRRiT nie mogła wydawać uznaniowych decyzji.

Odnośnie do obecnych uregulowań istnieją bardzo poważne wątpliwości co do ich zgodności z Konstytucją. Przede wszystkim chodzi właśnie o ogólność i nieprecyzyjność zapisów. Po drugie w ustawie brak jednoznacznych kryteriów, które rozwinięte w rozporządzeniu pozwalałyby na przydzielanie koncesji najlepszym, a nie dowolnym wnioskodawcom. Dotyczy to także kryteriów ekonomicznych, o których tyle się ostatnio dyskutowało.

Przeciwnicy politycznego pieniactwa powinni w tej sytuacji zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze złożyć stosowny wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, po drugie przedłożyć stosowny projekt ustawy. Najlepiej byłoby, gdyby obydwoma tymi drogami pójść niepartyjnym kluczem, ponad podziałami szukając we wszystkich ugrupowaniach tych, którzy cenią sobie realne działania, a nie kłótnię dla kłótni.

Wniosek do Trybunału Konstytucyjnego został już napisany. Podpisy w Sejmie będzie zbierał poseł PO Jacek Żalek, ja zajmę się tym w Senacie. Mamy także projekt ustawy. Aby go nie upartyjniać, zbierzemy pod nim sto tysięcy podpisów i zostanie złożony jako obywatelski.

Podstawowe założenie projektu ustawy to wyszukanie takich kryteriów przydzielania koncesji, które pozwolą nie tylko stwierdzać, który wniosek powinien być dopuszczony do konkursu, ale również porównywać je między sobą tak, by wybrać najlepszy. Obecnie ustawa stawia wymogi co do minimalnej liczby programów wytworzonych w języku polskim i maksymalnej liczby reklam. Skoro są to parametry istotne przy emisji programów, najprościej uczynić je też kryteriami przydzielania koncesji. Według naszego projektu koncesję otrzyma ten, kto zobowiąże się emitować jak najwięcej programów polskich i jak najmniej reklam. Z całą pewnością będzie to z korzyścią dla widzów, bo ilość reklam w komercyjnych programach osiągnęła poziom horrendalny. Media nie istnieją tylko po to, by być maszynką dla robienia łatwych pieniędzy.