PRAWDA OBRONI SIĘ SAMA

W ekspresowym tempie podczas ostatniego posiedzenia sejmu i senatu przyjęta została ustawa, na mocy której partie polityczne nie będą mogły reklamować się bilbordami i spotami telewizyjnymi. Zawsze, jak coś takiego się udaje, wysyłany do Polaków jest sygnał: jak ktoś chce, to można szybko stanowić prawo. Wniosek jest prosty: w wielu innych sprawach, zapewne istotniejszych dla Polaków, po prostu ktoś nie chce.


Nie wziąłem udziału w głosowaniu nad ostatnią pośpieszną inicjatywą. Głosowałbym za zakazem reklamowania partii a wówczas nic już nie można by wytłumaczyć, bo wszyscy pytaliby tylko o to, czy oznacza to moje przejście do PJN, które było inicjatorem tej zmiany. Wolałem więc nie wziąć udziału w tym głosowaniu i móc się teraz na spokojnie wypowiedzieć.


Tabloidyzacja i sprowadzanie życia publicznego do poziomu sprzedaży proszku do prania to najbardziej fatalne zjawiska. Być może wyborca lewicy lubi słuchać czczych medialnych obietnic, że wszystko dostanie za darmo, ważne jest dla niego przede wszystkim to, czy polityk reprezentujący go epatuje opalenizną prosto z solarium. Dla mnie prawica ma być czymś zupełnie innym. Ważne sprawy życia publicznego to nie są kwestie, które mogą być opisane kilkoma prostymi zdaniami i wielkim zdjęciem, na którym twarz polityka poddana obróbce komputerowej nie przypomina nawet za bardzo oryginału.


Co jednak najważniejsze, na tle tej kwestii bardzo wyraźnie możemy zobaczyć, w czym leży problem mojej partii na Podkarpaciu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że olbrzymia część aktywności bardzo wielu osób polega właśnie na tym, by wywalczyć sobie finansowanie swoich kampanii. Mogę o tym pisać, gdyż osobiście nigdy w tym nie uczestniczyłem. Uważałem, że do niczego nie jest to potrzebne. Po ostatnich wyborach, w których osiągnąłem, niezły zdaje się wynik, z mediów dowiedziałem się na dodatek, że przeprowadziłem najtańszą kampanię w Polsce. Nawet więcej. Mam dobre powody przypuszczać, że straciłbym sympatię bardzo wielu osób, gdybym zaczął używać takich metod. Wulgarny marketing nie pozwala przedstawiać faktycznych osiągnięć politycznych, co rodzi podejrzenie, że polityk posługujący się metodą „na proszek do prania” po prostu nie ma nic innego do zaproponowania.


Istota mechanizmu jest taka: uproszczona reklama może dotrzeć tylko do mniej wyrobionego wyborcy. Jest możliwe umieszczenie na czele listy osoby nieznanej wyborcom, ale zebrać dla niej za pomocą bilbordów i tym podobnych poparcie właśnie tych mniej świadomych. Skutek tego jest jednak taki, że trzeba przesunąć w cień osoby, które takiemu „liderowi” mogłyby zagrozić swoją autentyczną popularnością, posiadaniem realnych związków z wyborcami znającymi tych kandydatów z takiej działalności. Czy tak właśnie nie robiono na Podkarpaciu? Ile razy kandydaci różnych partii, których twarz można było oglądać przy każdej drodze, potem nawet nie obejmowali mandatu lub stawało się to ewidentnie na siłę, gdyż wynik tak sztucznie kreowanych kandydatów był wyraźnie słaby?


Prawica, która nagle zaczęłaby uzyskiwać poklask liberalnych i komercyjnych mediów powinna się poważnie zastanowić, czy idzie w dobrym kierunku. Naszą drogą jest budowanie autentycznych związków z wyborcami. Nie da się jednak tego robić, gdy jednocześnie wycina się ludzi, którzy takie wymogi właśnie spełniają. O tym, że tak się właśnie robi, można się przekonać analizując wyniki wyborów samorządowych – ilu samorządowców o naszych poglądach objęło mandaty z dobrym wynikiem, a nie występowali z naszej listy? Jak często stało się tak dlatego, że zostali wypchnięci z naszej partii? Czy nie tu leży przyczyna tego, że nie wygraliśmy prawie nigdzie?


Jeżeli nawet zakaz bilbordów zdaniem niektórych może w tym momencie działać na naszą niekorzyść, na dłuższą metę jest dla nas korzystny. Oczywiście pod warunkiem, że zdołamy zlikwidować patologię we własnych szeregach.