METODA "NA ANKIETĘ I KOMISJĘ"

W PRL-u panowało przekonanie, że każdy problem można rozwiązać powołując komisję. Przypomniały mi się te czasy, gdy rozesłano między nas, podkarpackich działaczy Prawo i Sprawiedliwość, ankietę mającą odpowiedzieć na pytanie, czemu w wyborach osiągnęliśmy taki, a nie inny - moim zdaniem niezbyt zadowalający - wynik.


Jest ankieta, niewątpliwie zaraz będzie komisja. Ponieważ jednak ja poczułem się w obowiązku publicznie powiedzieć, że tu trzeba realnych działań, a nie pozorów, to teraz konsekwentnie przychodzi mi stwierdzić, iż tymi sposobami nic nie osiągniemy.


Komisje i ankiety służą do tego, by przysłonić personalną odpowiedzialność a skierować dyskusje na jałowe tory, na których ugrzęźnie, a w końcu wygaśnie. Dlatego żadnej ankiety wypełniać nie będę. Jeżeli chcemy wygrywać kolejne wybory, sugestie zaś, by przedyskutować sprawy merytorycznie, napotykają na próbę skanalizowania, pytanie niestety trzeba postawić inaczej: kto? Kto sprawił, że w ważnej sprawie ochrony rodziny, co do której jeszcze niedawno wszyscy głosowaliśmy zgodnie z prośbą biskupów zgromadzonych na posiedzeniu Konferencji Episkopatu, teraz w naszym wojewódzkim programie piszemy coś dokładnie odwrotnego? Kto stoi za tym, że na wysokie miejsca na listach trafiają osoby, które nie objawiały żadnej aktywności w PiS, a nawet nie objawiały żadnej aktywności w życiu publicznym?


Dyskusja prowadzona personalnie boli bardziej niż problemowa. Jednak nie widzę innego wyjścia. Nie dało się wzniecić debaty problemowej, trzeba spróbować środków bardziej drastycznych, ale w tej sytuacji koniecznych. Wybory parlamentarne zbliżają się wielkim krokami. Jeżeli prawica nie poprawi swych wyników w naszym województwie, nie ma najmniejszej szansy na myślenie o zwycięstwie w skali kraju.