ŚWIĘTA ZA NAMI...

W starych dobrych czasach na czas Świąt katolicka Europa przerywała nawet wojny. Święta za nami. Weszliśmy w nowy rok, w którym czekają nas bardzo ważne wybory parlamentarne. Aby znowu nie dyskutować w przeddzień elekcji, co jest polityczną nieodpowiedzialnością, trzeba pewne rzeczy powiedzieć wprost już dziś.


Nie jestem w stanie pojąć, w jaki sposób moi koledzy z PiS wpadli na pomysł, by dobrowolnie w mediach mówić, iż przegrali wybory w regionie z tego powodu, że powstało PJN. Przecież to ugrupowanie realnie u nas jeszcze nie funkcjonuje! Jak można dobrowolnie przyznawać, że przegrało się z podmiotem, który na Podkarpaciu nawet nas nie zaatakował? Jak można przyznawać, że oferta niedziałającego u nas jeszcze ugrupowania jest atrakcyjna dla tak wielu naszych wyborców, że odebrało nam to sukces?


Smutno mi po słowach prezesa okręgu, odnoszących się do zgłaszanych przeze mnie opinii, iż potrzebujemy zasadniczej dyskusji,. Ustawianie sobie przeciwnika jako godzącego w pamięć ofiar Smoleńska zwolennika PJN to właśnie przykład tych metod, które doprowadziły nas do obecnego miejsca. Nie będę polemizował na tym poziomie i poprzestanę tylko na prośbie o nienadużywanie dla doraźnych rozgrywek rzeczy poważnych.
Argumentowanie o mojej nieobecności w kampanii też nie jest specjalnie merytoryczne, ale skoro tak wielu kolegów żąda moich wyjaśnień, proszę bardzo. Nie akceptowałem personalnych rozwiązań przyjmowanych przed wyborami. Nieodpowiedzialnym było pozbywanie się urzędującego marszałka, by uczynić miejsce dla kogo innego. Oczywiście kandydat miał objąć funkcję po wyborach, bo spodziewano się zwycięstwa.

Nieodpowiedzialnym było pozbywanie się członka zarządu po to, by uczynić na liście miejsc dla osób, które dotychczas nawet nie bardzo uczestniczyły w życiu publicznym. Nie żebym nie miał zastrzeżeń do tych, których wypchnięto do PO. Wręcz przeciwnie. Za chwilę wrócę do tej sprawy.
Okres zaraz przed wyborami to nie jest czas, na dokonywanie tego typu rozliczeń. Miałem swoje bardzo poważne zastrzeżenia, ale uważałem, że czas na tego typu decyzje jest po wyborach. Zadecydowano inaczej i to nie dla racji merytorycznych, ale w imię najbardziej marnych rozgrywek.


Co gorsza, podobny był mój stosunek do działalności w sprawach programowych. Moi przyjaciele z Contra in Vitro w bardzo ostrych słowach, jak to oni, pokazali, co wyrabiano w sprawach światopoglądowych [zobacz tu]. Najgorsze jest to, że niestety w pełni mają rację.
Nie chciałem przed wyborami pokazywać braku jedności po naszej stronie. Nie mogłem jednak z czystym sumieniem uczestniczyć w kampanii, popierając programowo to, z czym się nie zgadzam, a personalnie ludzi, którzy nie wydawali mi się często wcale najodpowiedniejsi. Czyż nie było najuczciwszym rozwiązaniem w tej sytuacji stanąć z boku? Ponieważ jednak moje najgorsze obawy sprawdziły się, dziś czuję się upoważnionym, by zabrać głos.


Jeżeli moje wypowiedzi zostaną w końcu potraktowane serio, o sprawach programowych przyjdzie nam podyskutować dużo głębiej. Zagadnienie, które szczególnie leżało mi na sercu w poprzedniej kadencji to program Internet Polska Wschodnia. W Dolinie Strugu doprowadziliśmy do tego, że OST w Tyczynie rozbudowała najwyższej światowej klasy sieć internetową i to na terenach wiejskich. Tacy ludzie jak np. prezes Spółdzielni Stanisław Kruczek, bardzo liczyli, że dzięki środkom unijnym te doświadczenia będą mogły być rozszerzone na całe Podkarpacie. To gigantyczna szansa na skok cywilizacyjny naszego regionu. Trzeba sobie powiedzieć otwarcie: poprzednia kadencja została dla tej sprawy zmarnowana. Chodziliśmy, prosiliśmy, błagaliśmy miesiącami i latami. Nic.


Być może to był mój błąd. Być może w którymś momencie trzeba było to przeciąć i publicznie powiedzieć, że zarząd marnuje szanse regionu. Jednak to jest wieczny dylemat w polityce, jak zważyć racje narażania jednych rzeczy, dla ratowania innych. Zarząd cały czas działał w oparciu o niezbyt stabilną większość. Skoro jednak nie zdecydowaliśmy się na ruchy najbardziej radykalne w trakcie kadencji, jedno było dla mnie oczywiste: okres przed wyborami to nie jest czas na takie rozliczenia. Liderzy PiS postąpili dokładnie odwrotnie i jeszcze raz powtarzam, wcale nie w imię racji merytorycznych.
Mając świadomość tego wszystkiego, jakież było moje zdumienie, gdy przeczytałem w wojewódzkim programie PiS, że chwalimy się osiągnięciami programu Internet Polska Wschodnia. Czy naprawdę ktoś w tej sytuacji oczekiwał ode mnie, że zdobędę się na coś więcej niż milczenie? Czy naprawdę ktoś oczekiwał, że będę milczał nawet wtedy, gdy najgorsze obawy potwierdziły się?