WYŚMIAĆ I ZLEKCEWAŻYĆ...

Wyśmiać i zlekceważyć - to bardzo często strategia tych, co nie chcą dyskutować merytorycznie. Zazwyczaj tak wyrażona niechęć wskazuje na bardziej lub mniej świadome przyznanie racji. Stąd ucieszyłem się ze sposobu, w jaki A. Szlachta skomentował mój apel na łamach jednej z gazet.

Nie ukrywam, że spodziewałem się takiej właśnie reakcji. Stąd termin publikacji mojego apelu nie był wybrany przypadkowo. Zrobiłem to dzień przed posiedzeniem okręgowych władz Prawa i Sprawiedliwości, gdyż chciałem spowodować artykulację i ocenę faktycznej sytuacji, a nie jedynie pustą celebrę oficjalnej linii narzuconej przez liderów, jak niestety najczęściej dotąd wyglądały takie spotkania i co powodowało, że w istocie udział w nich był wyłącznie stratą czasu.

Zjawiwszy się na spotkaniu, bardzo szybko zorientowałem się, że akcja rozwija się dokładnie zgodnie z moimi przewidywaniami. Przewodniczący klubu radnych PiS w sejmiku referował wynik wyborów jako sukces, czego dowodził skomplikowaną żonglerką liczbami.

Od razu jednak poczułem poparcie sali dla moich poglądów, że potrzebujemy prawdziwej dyskusji, a nie akademii ku czci. Oceniałem, że od tego zależy, czy prawica na Podkarpaciu ma szansę, czy jest już tylko powłoką, pod którą nie kryje się autentyczne życie. Jest nadzieja. Wielu samorządowców, choć nie zawsze osiągnęli swój sukces pod szyldem PiS, zwyciężyło, prezentując jasno swoje katolicko-konserwatywne poglądy. Ludzie w terenie co wyszło na dzisiejszym posiedzeniu, też zachowują zdrowe podejście. Większość nie działa tylko w myśl mentalności partyjnej, szukając awansu w drodze mozolnego podlizywania się, ale chowa w sercu przekonanie, że uczestnictwo w życiu publicznym to powołanie wierności i propagowania wizji moralnej oraz troska o umożliwienie mieszkańcom Podkarpacia życia na godziwym poziomie materialnym.

Czeka nas zasadnicza dyskusja. Dziś nie mogła ona jeszcze się odbyć. Dokonaliśmy jednak pierwszego, najbardziej zasadniczego kroku. Nikt nie ma już chyba wątpliwości, że jest ona niezbędna. Nikt nie snuje już chyba planu, że sztuczkami, celebrą czy groźbą uda się ją zdławić.