PRZYSTĘPUJĘ DO PROCESU PRZEMYSKIEGO KS. ARCYBISKUPA

Kazanie Księdza Arcybiskupa Józefa Michalika zdaje się nie zawierać żadnych treści, które mogłyby być przedmiotem zainteresowania władz publicznych. W aspekcie relacji państwowo-kościelnych powstała sytuacja co najmniej niezręczna w związku z tym, że sąd powszechny uznał się właściwy, do badania treści kazania a dodatkowo nawet wezwał Księdza Arcybiskupa, by przed sądem się stawił i tłumaczył z treści kazania - napisałem w oświadczeniu do Ministra Sprawiedliwości Mirosława Grabarczyka. Konieczne jest zbadanie, czy przemyski sąd nie przekroczył granic działania władzy sądowniczej.

W tej sprawie złożyłem do sądu pismo deklarujące przystąpienie do postępowania w charakterze interwenienta. Gdy sąd zdecydował się prowadzić postępowanie w sprawie kazania, które nie odnosi się do żadnej konkretnej osoby, zawiera jedynie ogólne treści, jakich Kościół naucza stale, to każdy katolik może twierdzić, iż ma interes uczestniczenia w procesie. Skoro za głoszenie nauczania Kościoła dziś jest sądzony arcybiskup Józef Michalik, to jutro w takiej sytuacji może znaleźć się każdy kapłan, a pojutrze każdy wierny.
Mój interes prawny jako interwenienta, w rozumieniu art. 76 KPC wynika z przynależności do związku wyznaniowego – Kościoła Rzymsko – Katolickiego. Interes prawny należy rozumieć szeroko i przyjąć, że zachodzi on zawsze wtedy, gdy rozstrzygnięcie sporu może wywrzeć jakiekolwiek skutki w sferze prawnej interwenienta (post. SN z 3.4.1973 r., I CZ 27/73, Legalis). Zgodnie z utrwalonym poglądem w nauce prawa przez interes prawny, o którym mowa w art. 76 KPC, należy pojmować szeroko i przyjąć, że zachodzi on w każdym wypadku, w którym rozstrzygnięcie sporu może wywrzeć jakiekolwiek skutki w sferze prawnej interwenienta. Przeciwko zawężającej wykładni pojęcia „interesu prawnego” w rozumieniu cytowanych wyżej przepisów przemawiają również względy celowości, udział bowiem interwenienta ubocznego w procesie z reguły pozostaje w zgodzie z dążeniem do ustalenia w sporze prawdy (zob. post. SN z 3.4.1973 r., I CZ 27/73, Legalis). Nadto, jak wskazuje Komentarz pod red. prof. Zielińskiego do Kodeksu Postępowania Cywilnego, interesu prawnego nie można wiązać wyłącznie z interesem majątkowym. Może on bowiem występować także w sferze niemajątkowej, o ile rozstrzygnięcie danej sprawy może wywrzeć skutki w zakresie praw i obowiązków interwenienta ubocznego.

 

* * *

Oświadczenie Senatora Kazimierza Jaworskiego
skierowane do Ministra Sprawiedliwości
Cezarego Grabarczyka

 

Szanowny Panie Ministrze,

Państwo i Kościół po 1989 roku pozostają w poprawnych relacjach. Strony starają się unikać celowego wchodzenia w spory. Są oczywiście tacy, którzy chcieliby konfliktu na tej linii. Niestety, wygląda na to, że władza sądownicza pozwoliła się użyć do ataku na katolików i Kościół.
Przed Sądem Okręgowym w Przemyślu do sygn. I C 767/14 toczy się postępowanie, w którym pewna osoba domaga się stwierdzenia naruszenia dóbr osobistych przez Księdza Arcybiskupa Józefa Michalika. Kazanie wygłoszone przez hierarchę 16 października 2013 roku we wrocławskiej Katedrze miałoby obrażać feministki i rozwódki. Sprawa jest znana od dłuższego czasu, gdyż wcześniej podejmowano próby prowadzenia w tej sprawie postępowania na drodze karnej. Sam tekst kazania był już wówczas szeroko dyskutowany i jest publicznie znany /tekst kazania w załączeniu/.
Wolność działania Kościoła, kształt relacji z władzami państwowymi wynika z regulacji konstytucyjnych i ustawowych, w szczególności ustaw o gwarancjach wolności sumienia i wyznania oraz ustawy o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczpospolitej Polskiej. Oczywiście można sobie wyobrazić, że kazanie wygłaszane w kościele będzie naruszać czyjeś dobra osobiste, a nawet stanowić czyn zabroniony. Wskazane regulacje nie wykluczają takiej możliwości. Z drugiej strony nie może to jednak oznaczać generalnego prawa władz państwowych badania treści wszystkich kazań. Takie stawianie sprawy oznaczałoby pogwałcenie gwarancji wolności religijnych.
Kazanie Księdza Arcybiskupa Józefa Michalika zdaje się nie zawierać żadnych treści, które mogłyby być przedmiotem zainteresowania władz publicznych. W aspekcie relacji państwowo-kościelnych powstała sytuacja co najmniej niezręczna w związku z tym, że sąd powszechny uznał się właściwy, do badania treści kazania a dodatkowo nawet wezwał Księdza Arcybiskupa, by przed sądem się stawił i tłumaczył z treści kazania. W ten sposób władza sądownicza ustami sędziego Sadu Okręgowego w Przemyślu uznała się za właściwą dla definiowania stosunków państwowo-kościelnych. Ksiądz Arcybiskup Józef Michalik znalazł się w wyjątkowo niezręcznej sytuacji. Z jednej strony niestawienie się w sądzie będzie niewątpliwie przedstawiane w mediach jako stawianie się hierarchy ponad prawem. Z drugiej stawienie się w sądzie będzie oznaczać, iż Kościół akceptuje prawo władz Rzeczpospolitej do kontrolowania treści kazań. A skoro sąd prowadzi postępowanie w tym kierunku, oznaczałoby to, że władze państwowe chcą to czynić.
Być może to właśnie było celem środowisk stojących za spowodowaniem tego postępowania. Pytanie jednak, czy taka faktycznie jest wola Rzeczpospolitej, nie tylko władzy sądowniczej, ale również ustawodawczej i wykonawczej. Podstawowa kwestia dotyczy tego, czy na gruncie procedury cywilnej, w związku z konstytucyjnymi i ustawowymi gwarancjami wolności religijnych mogło dojść do wzywania hierarchy kościelnego, by tłumaczył się przed sądem z kazania, które zawiera ogólne treści nauczania moralnego głoszonego przez Kościół. Być może postępowanie było prowadzone nieprawidłowo. W takim wypadku adekwatnym byłoby chyba, podjecie natychmiastowych działań przez Ministra Sprawiedliwości. Nie chodzi tu bowiem tylko o naruszenie prawa, do czego przewidziane są stosowne procedury, w tym instancyjne. Rzecz w tym, że działania wymiaru sprawiedliwości w tej sprawie narażają ogół władz Rzeczpospolitej na to, iż przez stronę kościelną i wszystkich katolików w Polsce będą postrzegane jako podejmujące działania wrogie. Druga możliwość, iż procedury były stosowane prawidłowo. W takim razie zasadnym zdaje się postulat stosownej inicjatywy ustawodawczej, skoro istniejące przepisy mogą prowadzić do sytuacji, jak się wydaje, niepożądanej. Również w tym wypadku właściwa byłaby zapewne aktywność Ministerstwa Sprawiedliwości.
W sprawie występuje również drugi aspekt. Badanie przez sąd powszechny, czy zawierające treści ogólne, nieodnoszące się do żadnej indywidualnej osoby kazanie może naruszać dobra osobiste feministek i rozwódek, niebezpiecznie zbliża działalność sądu do legislacji. Przestaje to być orzekanie w indywidualnym przypadku na podstawie ogólnych norm, a raczej staje się tych ogólnych norm stanowieniem.
Problem wykorzystywania postępowań o naruszenie dóbr osobistych w tym celu istnieje już od pewnego czasu. Nie tak dawno Sąd Okręgowy w Rzeszowie orzekł, iż wygłaszanie poglądu, że aborcja to zabijanie, może naruszać dobra osobiste szpitala, w którym aborcje są wykonywane. Na dodatek w tej sprawie sąd wyłączył jawność postępowania, co uniemożliwiło opinii publicznej zapoznanie się z motywami orzeczenia. Apeluję do Pana Ministra o przyjrzenie się również temu zjawisku. Sądy powszechne wydające wyroki tego rodzaju, wchodzą w rolę ustawodawcy.