PROCES ARCYBISKUPA - CZY PRZEMYSKI SĄD DZIAŁA PRAWIDŁOWO?

Trudno zrozumieć, w jaki sposób kazanie odwołujące się do tego, co stale naucza Kościół, może kogoś obrażać. Jeszcze trudniej zrozumieć, że sąd decyduje się to sprawdzać. Poprosiłem prawników o przeanalizowanie kazania Księdza Biskupa Józefa Michalika, w związku z którym obecnie przed Sądem Okręgowym w Przemyślu toczy się postępowanie, a sąd twierdzi, że Arcybiskup powinien się stawić, by z tego kazania się tłumaczyć.

Prawnicy twierdzą, że oczywiście trudno byłoby się doszukać naruszenia dóbr osobistych w głoszeniu tego, co od zawsze naucza Kościół. A tylko takie treści są we wrocławskim kazaniu Arcybiskupa. Nawet gdyby jednak teoretycznie przyjąć, że coś z tego kazania narusza dobra osobiste, powództwa z tego skonstruować by się nie dało. Jeżeli bowiem wypowiedź nie dotyczy konkretnej osoby, twierdzić, że doszło do naruszenia dóbr osobistych można tylko wówczas, gdy na podstawie ogólnego twierdzenia możliwe jest stanowcze ustalenie, iż chodziło również o daną konkretną osobę. Oczywiście, w tym kazaniu nic takiego nie ma. Jakim cudem w takim razie toczy się postępowanie w Przemyślu? Skoro nieprawdopodobne jest, by w ogóle było możliwe wytoczenie powództwa na podstawie tego kazania, to jak sędzia w prowadzeniu tej sprawy doszedł do tego, że istnieje potrzeba przesłuchania Księdza Arcybiskupa Józefa Michalika?
 
Prawnicy oczywiście z ostrożności zastrzegają, że dla pełnej pewności trzeba by przejrzeć akta. Wystąpiłem do Sądu Okręgowego w Przemyślu o ich udostępnienie. Albo przynajmniej, żeby przedstawiciel sądu wytłumaczył opinii publicznej, jakie procedury doprowadziły na podstawie treści tego kazania do wniosku, iż może ono naruszać czyjekolwiek dobra osobiste i że Arcybiskup musi się stawić w sądzie, by tłumaczyć się z tego, co powiedział.

Jeżeli uznać, że polski sąd ma prawo prowadzić postępowanie w sprawie tego, że Arcybiskup głosi kazanie i nawet uznać, że Arcybiskup nie może głosić nauczania Kościoła, to jako katolik jestem żywotnie zainteresowany wynikiem tego procesu. Na dłuższą, a nawet pewnie krótszą metę wyrok może w takim razie dotyczyć również mnie. Jak wyjaśnili mi prawnicy, jeżeli rzeczywiście na tym miałoby polegać to postępowanie, to mogę się ubiegać o wzięcie w nim udziału. Niewykluczone, że tak trzeba będzie zrobić. W takim wypadku wychodziłoby na to, że każdy katolik ma takie prawo.

Na razie jednak będę apelował do innych parlamentarzystów, przede wszystkim naszych z Podkarpacia, by zająć się tą sprawą. W końcu to my jesteśmy ustawodawcą w tym kraju. Jeżeli sąd chce decydować, czy w Polsce wolno głosić nauczanie katolickie w kościołach, to wkracza w nasze kompetencje. Nawet gdyby ktoś chciał uchwalić taką ustawę, że kazań o nauczaniu Kościoła głosić nie wolno, to na szczęście nigdy nie znajdzie w tej sprawie większości. Tym bardziej nie możemy dopuszczać do wprowadzania takiego prawa mocą orzeczenia jednego sędziego. A po zaznajomieniu się z treścią kazania, z wiedzą, że sąd prowadzi w jego sprawie postępowanie, a nawet zdecydował się wezwać Arcybiskupa, wygląda na to, że panu sędziemu nawet to może chodzić po głowie. Skoro bada to kazanie, widzi potencjalną możliwość uznania go za nielegalne. A skoro znamy treść kazania, samo to powinno budzić głęboki niepokój katolików. W tym kazaniu nie ma nic, co mogłoby pod jakimkolwiek pozorem zainteresować sąd powszechny bez naruszania gwarancji wolności Kościoła i wszystkich katolików.

Jeszcze więcej wątpliwości pojawia się, gdy wsłuchać się w to, co zaraz po rozprawie powiedział, stojący obok powódki, Jan Hartman. Stwierdził, że ten proces już jest wygrany, bo tak naprawdę chodzi o to, by zmusić Arcybiskupa do stanięcia przed sądem. Jasne, znakomicie to rozumiemy. Hartman bardzo by chciał, by polskie władze państwowe kontrolowały kazania. Niestety, wygląda na to, że sąd chce spełnić te zachcianki. Chociaż istnieją bardzo poważne wątpliwości, czy sąd mógł poprowadzić postępowanie w ten sposób zgodnie z prawem. Musi to zostać sprawdzone. Nim Arcybiskup będzie się tłumaczył ze swego kazania przed sądem, sąd powinien wytłumaczyć nam wszystkim, na jakiej zasadzie postępowanie dotyczące tego kazania doszło w ogóle do obecnego etapu.