Farewell Mr. Cameron

Chcąc odpowiedzieć czysto retorycznie, Davidowi Cameronowi moglibyśmy coś przypomnieć. Polacy wiedzą, jak to jest z Brytyjczykami. Pamiętamy rok 1939 a potem bitwę o Anglię. Polscy piloci też byli bardzo kochani. Tylko przez chwilę. Wcale nie jesteśmy bardzo zaskoczeni tym, jak dziś potraktował Polaków na wyspach.
 
Takie dyskusje oczywiście nie mają sensu. David Cameron realizuje swoje interesy polityczne i tak naprawdę powinniśmy brać z niego przykład. Bez sentymentów.
Brytyjczycy licytują swoje miejsce, sposób funkcjonowania w Unii i my powinniśmy robić to samo. Przede wszystkim Polska nie ma interesu, żeby Unią rządziła lewica. Lewicowa Unia to przeznaczanie pieniędzy na wszelkie projekty typu multi-kulti, próby niwelowania różnic między narodami, płciami. Wyrzucanie pieniędzy w błoto.
 
Każdy głos oddany na lewicę np. w wyborach do Parlamentu Europejskiego jest więc głosem straconym. Przemyślenia wymaga też dotychczasowy sposób funkcjonowania prawicy w Brukseli. Po dziesięciu latach, dwóch kadencjach można śmiało powiedzieć, iż zasiadanie w małych frakcjach nic nie daje. Można głosić pogląd, że Polska powinna z Unii wystąpić. O ile ktoś ma pomysł, jak kraj ma funkcjonować poza tą strukturą. Rozsądnie jest przekonanie, że jak już jesteśmy w Unii, to trzeba zachowywać się pragmatycznie. Małe frakcje, które wyjścia z Unii nie postulują, a jednocześnie stoją na uboczu, to nie ma sensu. Strategia małych frakcji odpowiada właśnie interesom Brytyjczyków, Davidowi Cameronowi. Może dobrze się składa, że swoim atakiem na Polaków w jego kraju dał on nam wiarygodny pretekst, by wycofać się ze współpracy politycznej. Należy z tego skwapliwie skorzystać. Nie mamy żadnej potrzeby umierać w Brukseli za Londyn.