KATOLIK NIE MOŻE MILCZEĆ WOBEC ATEISTYCZNEJ PROPAGANDY

Otrzymuję maile i czytam komentarze pod internetowymi materiałami informującymi o planowanej na 5 października całodniowej modlitwie organizowanej przez środowiska „Stop Laicyzacji”. Bardzo wiele wypowiedzi motywowanych jest wyznawaniem postulatu radykalnego liberalizmu, iż sprzeczność poglądów jest jakąś wartością samą w sobie.

Są co najmniej dwa powody, by katolik reagował, gdy widzi publiczną deklarację: „nie wierzę”.

Reagujemy na akcje publicznego propagowania ateizmu nie z tego powodu, iż żądamy zamknięcia ust inaczej myślących. Deklaracja: „nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę” budzi zainteresowanie katolika. Zawiera myśl: „chcę być dobrym człowiekiem, ale bez Pana Boga”. To paradoks, bo o ile ktoś jest świadom, że natura ludzka jest ułomna, to wie, że jeśli Pana Boga nie ma, człowiek po prostu nie jest w stanie być dobry. Za osoby, które znalazły się w paradoksalnej sytuacji poszukiwania prawdy i dobra bez Boga należy się modlić, co właśnie będziemy czynić 5 października. Tym bardziej, że w polskich realiach chodzi zapewne o osoby ochrzczone, naszych współbraci w Wierze, którzy z rożnych powodów ją utracili.

Po drugie, jeżeli ta interakcja człowieka i Boga w poszukiwaniu prawdy i dobra zachodzi, jak wierzymy, społeczność która wygraża Panu Bogu pięścią deklaracjami, iż poradzi sobie bez Niego, po prostu Pana Boga obraża. Tu nie Pan Bóg potrzebuje czegoś w tej sprawie od nas. To my jako stworzenie nie jesteśmy w stanie w miarę normalnie funkcjonować, również w wymiarze społecznym, bez pomocy Pana Boga. Stąd ekspiacyjny wymiar naszej modlitwy.

Mam nadzieje, że to krótkie wyjaśnienie pozwoli zrozumieć inaczej myślącym, dlaczego katolik nie może milczeć, widząc publicznie eksponowane billboardy propagujące ateizm. Przynajmniej, o ile chce pozostać katolikiem.