GŁOS Z KOŚCIOŁA ZA IN VITRO???

Rzeszów, 12 lipca 2012 roku

 

Przewielebny
Ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier

 

W dzisiejszym serwisie KAI został opublikowany wywiad z Księdzem Profesorem dotyczący prac nad ustawami regulującymi problematykę bioetyczną, szczególnie kwestie sztucznego zapłodnienia pozaustrojowego. Jak był łaskaw stwierdzić w nim Ksiądz Profesor: „Pamiętajmy o istnieniu trzech płaszczyzn: nie są od siebie niezależne, ale trzeba dostrzegać ich odmienność. Są to płaszczyzna moralna, prawna i polityczna”. Nie miałbym śmiałości polemizować z Księdzem Profesorem odnośnie do zagadnień moralnych i prawnych. Jednak jako polityk-praktyk czuję się w obowiązku zabrać głos w tym trzecim obszarze.

Na nieszczęście wywiad udzielony przez Księdza Profesora stał się natychmiast podstawą dla publikacji prasowych siejących zamęt wśród katolików. Np. Rzeczpospolita, wszak pismo wcale jeszcze nie najbardziej wrogie Kościołowi, tytułuje swój artykuł: „Głos z Kościoła za in vitro”.

Jak się wydaje, podstawą dla takich zabiegów stała się następująca myśl Księdza Profesora: „/…/płaszczyzna polityczna, którą tu również trzeba wyróżnić - jest tą, na której będzie się poszukiwało kompromisu w pluralistycznym, demokratycznym państwie. /…/ nie wolno odrzucać każdej kompromisowej propozycji. Rozumowanie jest tu następujące: wiem, że nie ma moralnie dobrego in vitro, ale zdaję sobie też sprawę, że jeśli w ogóle dla daleko posuniętego kompromisu istnieje niebezpieczeństwo przyzwolenia na metodę in vitro, powinno być dopuszczalne tworzenie tylko jednego embrionu”.

Niestety, stanowisko to zawiera przekonanie, że w wypadku gdy nie da się ustanowić prawa zgodnego z zasadami moralności, można się zgodzić na prawo częściowo niemoralne. Spór nasz dotyczy interpretacji znanego nauczania Ojca Świętego Jana Pawła II z encykliki Evangelium Vitae /pkt 73/: „Szczególny problem sumienia mógłby powstać w przypadku, w którym głosowanie w parlamencie miałoby zdecydować o wprowadzeniu prawa bardziej restryktywnego, to znaczy zmierzającego do ograniczenia liczby legalnych aborcji, a stanowiącego alternatywę dla prawa bardziej permisywnego, już obowiązującego lub poddanego głosowaniu. /…/ W omawianej tu sytuacji, jeśli nie byłoby możliwe odrzucenie lub całkowite zniesienie ustawy o przerywaniu ciąży, parlamentarzysta, którego osobisty absolutny sprzeciw wobec przerywania ciąży byłby jasny i znany wszystkim, postąpiłby słusznie, udzielając swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i zmierzających w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków na płaszczyźnie kultury i moralności publicznej. Tak postępując bowiem, nie współdziała się w sposób niedozwolony w uchwalaniu niesprawiedliwego prawa, ale raczej podejmuje się słuszną i godziwą próbę ograniczenia jego szkodliwych aspektów”.

Trudność zastosowania przedstawionych reguł w przypadku takim, jak obecnie w Polsce przy sztucznym zapłodnieniu pozaustrojowym polega na tym, iż nie mamy do czynienia z sytuacją istnienia złego prawa, które jest poprawiane, lecz nie w pełni, ale z brakiem prawa. Powstaje więc pytanie, jak zasady te należy zastosować analogicznie w takiej sytuacji. Z wypowiedzi Księdza Profesora będą i już są wyciągane wnioski, że wolno głosować za prawem zawierającym część rozwiązań zgodnych z nauczaniem Kościoła, część niezgodnych. Pozwolę sobie nie zgodzić się z tą interpretacją. Moim i wielu bliskich mi politycznie przyjaciół zdaniem, po tym, jak nie da się ustanowić prawa, całościowo odpowiadającego wymogom moralnym należy, nim zaakceptujemy rozwiązania złe, próbować wprowadzać część rozwiązań dobrych. Jest zaś zasadnicza różnica między wprowadzaniem rozwiązań częściowo dobrych /a więc częściowo złych/, a wprowadzaniem częściowych rozwiązań.

Mówiąc praktycznie. Skoro nie udało się ustanowić w poprzedniej kadencji /pytanie, czy obowiązkiem katolickiego polityka nie jest podjęcie takiej próby również w obecnej/ całkowitego zakazu in vitro, obecnie spróbujmy zapobiec przede wszystkim największemu złu – mrożeniu ludzkich embrionów. Jak się wydaje, w obecnym sejmie istnieją szanse na znalezienie większości wokół takiej inicjatywy, a wcale nie wymaga ona, by przy okazji akceptować rozwiązania ewidentnie moralnie ułomne.

Aby zrealizować takie rozumienie tego, czego ustami naszego Wielkiego Rodaka naucza Kościół, wraz z moim klubem Solidarna Polska złożyliśmy stosowny projekt i od kilku miesięcy oczekuje on na pierwsze czytanie. Ogranicza się on tylko do zakazu najbardziej nieludzkiej procedury mrożenia ludzkich embrionów. Uzyskał już pozytywną opinię pod względem zgodności z prawem Unii Europejskiej. Niestety, wypowiedzi takie, jak Księdza Profesora stanowią bezpośredni atak na taki sposób myślenia i działania.

Jeszcze raz podkreślam, że nie śmiałbym wypowiadać się w tym tonie, gdyby chodziło o sprawy moralne, bądź prawne. Wkroczył Ksiądz Profesor jednak w kwestie bezpośredniej taktyki politycznej, a tu wydaje mi się, że nabyte w kilku kadencjach doświadczenie pozwala mi wypowiedzieć się w zakresie tego, co jest najlepszym i jednocześnie najskuteczniejszym sposobem jak najszybszego przynajmniej częściowego, dotyczącego najpoważniejszego problemu ograniczenia zła, które nieustannie się dzieje. Stąd prośba do Księdza Profesora o powtórne przemyślenie tego zagadnienia i zmianę stanowiska co do zagadnień praktycznych. Jest bardzo prawdopodobne, że w związku z autorytetem Księdza Profesora będzie jeszcze wielokrotnie proszony przez media o wyjaśnienia. Bardzo prosimy o refleksję, czy nie jest najlepszym pomysłem, by najpierw zlikwidować największe zło, potem w kolejnym projekcie zająć się kolejnym i tak krok po kroku starać się uregulować problematykę biotyczną, zamiast od razu godzić się na kompromis przyjmowania rozwiązań godzących w prawo naturalne i nauczanie Kościoła.

 

Z troską i modlitwą

Kazimierz Jaworski
Senator RP